Sesja baśniowa w kwiatach
Sesje portretowe - plener

Baśniowa sesja w kwiatach

Baśnie, legendy i fantastyczne opowieści są morzem pomysłów na projekty fotograficzne. Czytając powieść każdy wyobraża sobie miejsce akcji i bohaterów. Za pomocą zdjęcia mamy możliwość stworzenia własnego obrazu fikcyjnej postaci. Nieco mroczniejsze klimaty i te bardziej urokliwe dają możliwość stworzenia nietuzinkowego projektu bazując na istniejących tekstach lub tych przez nas wymyślonych.

Pomysł na zdjęcia pojawił się gdy Gabriela przyznała że ma czarną balową sukienkę. Od razu przyszedł mi pomysł do głowy aby zrobić zdjęcia w klimacie mrocznej baśni. Od swojej dobrej koleżanki fotograf pożyczyłam srebrną koronę aby jeszcze bardziej nadać klimat baśni fotografiom. Udało się znaleźć miejsce z kwitnącym fioletowym łubinem. Zaraz obok tego miejsca zlokalizowana była druga ale z rumiankiem, paprocią i chabrami. Te wszystkie elementy w połączeniu pozwoliły mi stworzyć w wyobraźni mroczną fotograficzną opowieść .

Mroczna baśń

W odległej krainie mieszkała młoda księżniczka. Kraina była zamieszkana jedynie przez dziewczynę. Ludzie nie rozumieli magii i lękali się jej, tak bardzo że z daleka omijali granicę kwiecistej krainy. Ziemie jej przecinały rzeki błękitnej wody na niemal każdym skrawku porastały przeróżne gatunki magicznych roślin. Piękne wysokie o fioletowych kwiatach dawały urodę, drobne białe dzwonki zerwane w pełni przyprawiały o śmierć. Błękitne lilie chłonęły światło gwiazd i w noce bez księżyca wskazywały drogę swym bladym światłem.

W wieku dziecięcym gdy dziewczynka miała zaledwie kilka wiosen matka zostawiła ją na granicy kwiecistej krainy a świata ludzi. Magia wniknęła w dziecko i połączyło się z nią tworząc drugą duszę. Kwiaty osłaniały dziecko i przyniosły je na ziemię magii. Kwieciste wzory odcisnęły się na jej ciele pozostawiając trwały blady ślad. Od tamtej chwili dziewczynka jest pierwszą i jedyna władczynią krainy połączona z nią duszą i ciałem.

Pewnego słonecznego dnia gdy księżniczka pielęgnowała kwiaty do krainy wdarł się człowiek -książę granicznej ojczyzny. Przybył on na czele armii. Młodzieniec od dziecka słyszał opowieści o krainie i jej księżniczce, która tam panuję za pomocą magii. W jego sercu jak nasilono rozrosła się chciwość przejęcia i zapanowania nad niezwykłą mocą. Żołnierze złapali dziewczynę i bez cienia delikatności skrępowali jej ciało linami z szorstkiego sznura. Księżniczka szamotała się i z łzami w oczach prosiła o opamiętanie. Młody książę ślepy na jej błagania szybkim ruchem wbił jej sztylet w serce. Jej ciało zastygło w bezruchu a ciepła krew spływała po srebrnym ostrzu na śniade dłonie księcia. Na jego twarzy wypłynął uśmiech gdy patrząc w jej oczy widział jak gasną i ulatuje z niej życie. W każdej komórce ciała księżniczki była magia. Ona stanowiła jej lustro duszy. Żywa i zawsze wierna księżniczce.

W chwili, gdy ostrze przebiło jej serce a krew skapała na święte ziemie magia zapłonęła chęcią zemsty. Krople jej krwi na dłoniach młodzieńca ukształtowały się strużki i powoli zaczęły wędrować po jego ciele. Po chwili objęła całe jego ciało i zapanowała nad nim. Agresywnie i gwałtownie wczepiła się w jego duszę. Książę puścił sztylet i odsunął się od dziewczyny z wielkim krzykiem. Jego oczy napełniły się krwią i strugami spływały po policzkach. Żołnierze przerażeni tym widokiem porzucili broń i z trwogą rzucili się do ucieczki pozostawiaj swojego pana. Książę w kompulsjach bólu upadł na ziemię i zaczął się wić.

Po chwili magia w całości wchłania się w duszę księcia i ją zmiażdżyła. Młodzieniec zastygł w niemym krzyku. Oczami pełnego strachu spojrzał na dziewczynę a jak ją ujrzał momentalnie serce pękło mu serce. Magia wyssała z niego życie i powróciła do ciała dziewczyny. Wniknęła w jej ciało i wtoczyła w nie życia księcia. Dziewczyna po chwili zaciągnęła się powietrzem i powoli podniosła się z ziemi. Obojętnym wzrokiem spojrzała na księcia a ziemia zaczęła wchłaniać jego ciało do środka. Następnie odnalazła armie księcia i wybiła wszystkich młodzieńców. A ich krew i ciała na wchłonięte przez naturę na wieki pozostały na jej ziemiach.

Chrzest Święty Julii
Chrzest Święty

Chrzest święty Julii

Pięknym wydarzeniem jest Chrzest święty Julii. Jeden z wielu który przebiegał w spokoju i uroczystej chwili. W czasie przygotowań w domu przebywali tylko potrzebne osoby. Pozostała część gości przyszła w chwili, gdy wszystko było gotowe i rodzice z Julią wychodzili do kościoła. Chrzest święty dziecka jest bardzo ważną chwilą i z tej racji lepiej ten czas przeżyć w pokoju bez zbędnych sytuacji, które wprowadziłyby niepotrzebne napięcie.

Dziewczyna w różu i bieli

Biała sukieneczka, rajstopki i buciki leżały przygotowane na łóżku a Julia uśmiechała się z bujaka. W czasie przygotowań była jak aniołek. Spokojna i bez chwili marudzenia pozwoliła dla chrzestnej przebrać się w świąteczne ubranko. I choć chrzestna lekko zestresowana to przygotowanie dziecka do Chrztu świętego przebiegło bez problemu.

W domu nie było niepotrzebnego tłumu. Jedynie rodzice i chrzestni krzątali się po mieszkaniu w pośpiechu i stresie tego ważnego dnia. Po ubraniu dziewczynki przyszedł czas na zdjęcia. Wykonaliśmy kilka zdjęć portretowych z rodzicami i chrzestnymi. Zajęło nam to kilka minut i za chwile przyszła druga część rodziny. Powstało lekkie zamieszanie, a Jula zmęczona już całymi przygotowaniami zasnęła w trakcie ubierania do wyjścia. Po chwili wszyscy wyszliśmy do pobliskiego kościoła w Białymstoku na chrzest święty Julii.

Msza i przyjęcie

Chrzest święty Julii odbył się w parafii pw. św. Andrzeja Boboli w Białymstoku. Przyjęcie sakramentu przez dziewczynkę miało miejsce w uroczystość Miłosierdzia Bożego. Prócz niej było chrzczonych jeszcze sześcioro dzieci. O ile przy ostatnim zleceniu myślałam, że cztery chrzty to sporo to tu się bardzo zdziwiłam. Cała uroczystość przebiegała sprawnie. Nie było konfliktów, krzywych spojrzeń czy przykrych komentarzy. Niestety czasem zdarzają się takie sytuacje jednak tu wszyscy siebie szanowali. 

Jula została ochrzczona a wszyscy rodzice z dziećmi ustawili się w rzędzie wzdłuż podestu wejścia do ołtarza. Ksiądz podchodził do każdego po kolei i nakładał dla dziecka białą szatę. W momencie, gdy podszedł do rodziców, u których miałam zlecenie przed obiektywem przeszedł mi inny fotograf. Aż mi serce zabiło mocniej i w duchu powtarzałam, żeby zdjęcie się udało. Na szczęście jedno jedyne było w porządku. To była pierwsza moja sytuacja, gdy ktoś przeszkodził mi w zleceniu.

Nie jest to przyjemne i dodaje sporo stresu, bo od razu człowiek zostaje postawiony w sytuacji bez wyjścia. Chwili się nie powtórzy. Jest jedna jedyna a taka sytuacja sprawia że uwiecznienie chwili na zdjęciu przepada. Mimo tego, gdy fotografuje się reportaże chrzcin, ślubów i innych trzeba liczyć się, z tym że takie czy inne sytuacje mogą mieć miejsce.

Po uroczystości Chrzcin wykonaliśmy jeszcze kilka zdjęć przed kościołem i udaliśmy się z powrotem do domu na obiad. Rodzice mogli odetchnąć i zrelaksować się przy kawie. Na początku Jula została przebrana w piękną różową sukieneczkę specjalnie do zdjęć. Po tym wykonałam zdjęcia portretowe wszystkim zgromadzonych.

Sesja w słonecznikach
Sesje dla par

Sesja w słonecznikach

W czerwcu miała miejsce sesja w makach a w sierpniu odbyła się sesja w słonecznikach.
Na ten rok wyznaczyłam sobie kilka celów. Jednym z nich było wykonanie sesji w słonecznikach. I choć w Białymstoku, w którym głównie fotografuje są ona posadzone to jednak bardzo zależało mi realizację sesji na typowym polu słoneczników. Zafascynowana kadrami innych fotografów bardzo chciałam sama mieć takie zdjęcia w kolekcji.
I tak całkiem przypadkiem moja dobra koleżanka znalazła pole żółtych kwiatów i mnie tam zabrała abym oceniła czy spełni moje kreacyjne oczekiwania. I to, co zobaczyłam ujmę w jednym słowie. Fantastyczne.

Pole słoneczników i sesja małżeńska

Sesja w słonecznikach została zorganizowana w okolicy Tykocina. Dla mnie jest to jedno z piękniejszych, miast jakie są w mojej okolicy. Tereny wokół tego turystycznego miasta są cudowne. Można uznać, że to prawdziwe magiczne Podlasie. Nic dziwnego, że i pole maków i słoneczników znajduje się w jego obrębie. Wystarczy jedynie szukać i dobrze się rozglądać. Wiem, że nie każdy ma takie możliwości dlatego udostępniam lokalizacje miejsc, w których wykonują sesję w wiadomościach prywatnych. Uważam, że nie jest to żadną tajemnicą, którą trzeba strzec z wszystkich sił. Warto dzielić się takimi informacjami, jeżeli ktoś o nie pyta. Każdy ma swoją wizję na zdjęcia i inaczej je wykonuje. A miejsce jest tylko miejscem.

Pole słoneczników jak wspomniałam, było fantastyczne. Ogromne pole podzielone na dwie części przez szeroką trawiastą ścieżkę. Kwity skierowane tyłem do słońca, dzięki czemu piękne złote popołudniowe słońce oświetlało je oraz Michała i Angelikę, dla których miałam przyjemność wykonać sesję.

Sesja w słonecznikach zaplanowaliśmy na godzinę 19:00, aby złapać złotą godzinę. I niestety, ale trochę się przeliczyłam, bo po przyjechaniu na miejsce słońce już chowało się za drzewa. By móc złapać światło szybko zaczęliśmy zdjęcia. Stres od razu uciekł a na jego miejsce weszła euforia z fantastycznych kadrów. Wyszło bajecznie i jak na Podlasie przystało magicznie.

Ślub Uli i Marcina
Ślub

Ślub Uli i Marcina

Ten rok jest wyjątkowy. Miałam okazję zorganizować pierwszą sesję męską w plenerze a pod koniec lipca przyszedł czas na fotoreportaż ze ślubu.
Po otrzymaniu propozycji na to zlecenie z początku trochę się zawahałam czy je przyjąć. W mojej głowie od razu pojawiło się tysiąc pytań. Nigdy nie robiłam ślubu i mój lęk był uzasadniony. W tym roku jednak stawiam na rozwój swojej pasji i na zdobywanie nowego doświadczenia. Dlatego też zgodziłam się na realizację fotograficzną ślubu Uli i Marcina.

Pierwsza fotorelacja ze ślubu

Z Ulą przy podpisaniu umowy ustaliłam najważniejsze informacje odnośnie  ich uroczystości. Ślub, jaki przygotowywali z Marcinem miał mieć charakter kameralny. Z tego powodu zrezygnowali z fotorelacji z przygotowań, jak również z wesela do czwartej rano. Zależało im na uwiecznieniu uroczystości w Kościele, jak i na zdjęciach z przyjęcia rodzinnego. Zaproponowałem im sesję poślubną tłumacząc że będzie to dla nich piękna pamiątka. Ula z Marcinem nie byli szczególnie na nią nastawieni i zaproponowali czy zamiast niej możemy wykonać zdjęcia rodzinne. Zgodziłam się na taki układ. Zależało mi, aby mieli pamiątkę a czy to sesja poślubna, czy rodzina nie miała dla mnie znaczenia, jeżeli tylko oni byli zadowoleni.

Ślub Uli i Marcina oraz Chrzest święty Igora

Uroczystość kościelna miała miejsce w parafii pw. Jezusa Miłosiernego w Czarnej Białostockiej.
Przyszłam dość wcześnie do kościoła i czekając na parę młodą zaszłam do zakrystii by poinformować księdza że będę fotografować w kościele. Ksiądz proboszcz uśmiechnął się powiedział że się cieszy i żebym robiła co chciała. Byłam w szoku. Pierwszy raz spotkałam się z takim podejściem. Nie, żebym kiedykolwiek miała przykrą sytuacją, ale z pewnością po raz pierwszy ksiądz tak pozytywnie podszedł do mojej pracy.
Po rozmowie z księdzem wyszłam przed Kościół. Rodzina wraz z parą młodą czekali przed wejściem. Wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Po kilku minutach rozpoczęła się uroczystość kościelna.

Na początku mszy zrobiłam kilka zdjęć Uli i Marcinowi. W międzyczasie czekając do przyjęcia sakramentu przez parę młodą obeszłam kościół by zrobić zdjęcia dla wszystkich gości. A następnie stanęłam z boku i czekałam na najważniejszy moment. W momencie, gdy ślub Ula i Marcin miał decydujący moment zbliżyłam się do ołtarza. Mimo że wcześniej odczuwałam lęk w momencie, gdy robiłam zdjęcia przysięgi on całkowicie znikną. Tak mocno skupiłam się na pracy i tym by ja dobrze wykonać, że go wyparłam.

Po ślubie przyszedł czas na przyjęcie sakramentu chrztu przez ich syna. W kościele znajdowała się chrzcielnica i to w takim dogodnym miejscu, że nie było żadnego problemu z wykonaniem zdjęcia. Chłopiec cały czas spojrzenie miał utkwione w obiektyw i wyszło bardzo fajne zdjęcia.
Po zakończonej uroczystości i wyjściu z kościoła przyszedł czas na życzenia gości, a następnie na zdjęcie grupowe.

Hej wesele, hej wesele

Ślub Uli i Marcina był uroczysty a po nim przyszedł czas na nieco zabawy. Przyjęcie weselne czy może obiad rodzinny został zorganizowany w zajeździe ,, Sokołda” w Sokołdzie.
Piękne miejsce z dużą i przytulną salą i wspaniałym ogrodem. Obsługa restauracji bardzo przyjemna i pomocna. Miejsce idealne na przyjęcie weselne, chrzciny, komunię świętą czy obiad rodzinny w niedzielne popołudnie.

Po godzinie i zjedzeniu obiadu przez gości przyszedł czas na zabawę. Obsługa restauracji włączyła muzykę i zaczęły się tańce. I choć był ślub Uli i Marcina było uroczystością kameralną to tak fajnie zorganizowaną, że z pewnością każdy z gości bawił się znakomicie.

Chrzest Święty

Chrzest święty Neli


Ile bym chrztów nie zrobiła to za każdym razem, jadąc na reportaż, ogarnia mnie stres. Zawsze staram się, by zdjęcia wyszły najlepiej jak to możliwe. Czasem jednak dzieją się sytuacje niezależne ode mnie, gdy zdjęcie wychodzi źle lub w ogóle go nie ma. Chrzest święty Neli jednak nie jest z tej kategorii nieudanych wręcz przeciwnie cały reportaż fotograficzny wyszedł rewelacyjnie. Głównie w zdjęciach chodzi o ludzi, a rodzina Neli jest niesamowita.

Panorama na miasto

Niedziela- wrześniowy poranek. Poprzedniego dnia padał deszcz i błękitne nieba zasłonięte jest grubą warstwą ciemnych chmur. Brzydkie światło, brzydka pogoda a mnie ogarnia stres. Bo jak w takim świetle wyjdą zdjęcia. Kocham naturalne światło, choć jest ciężkie do współpracy to nic mi go nie zastąpi. Jadąc do Białegostoku na fotografowanie chrztu świętego wiatr rozwiewał chmury a słońce w końcu po kilku deszczowych dniach nieśpiesznie wyjrzało zza szarych kłębów. Wiedziałam, że będzie dobrze. Rodzina mieszka w bloku na siódmym piętrze. Budynek jest stary a ja nie ufam windom w takich blokach, więc idę pieszo na górę. Zmachana przystaję przy ostatnim oknie, by choć trochę uspokoić oddech. Patrzę na zewnątrz a tam rozciąga się piękna panorama miasta. Co by się nie działo muszę zrobić fantastyczne zdjęcia.

W domu poznaje się z rodzicami — Sylwią i Adamem ich jedną córką — Polą oraz drugą – Nelą. W mieszkaniu jest jeszcze przyjaciółka Sylwii, Kasia wraz z mężem i dziećmi Tosią i Grzesiem. Dzieci są nieśmiałe, chowają się za rodzicami. Witam się z każdym z osobna z uśmiechem.
Na początku wykonuję kilka zdjęć ubranka Neli. Świeca niestety była w tym czasie 40 km za Białymstokiem. Po kilku minutach i zabawy z dwoma kotami mama Neli i jej siostra zaczynają ubierać Nelę. Dziewczynka leży spokojnie puki nie zacznie się jej ubiegać bo wtedy zanosi się płaczem. Sylwia bierze ją na ręce i ubierają dziecko praktycznie w powietrzu.

Kilka zdjęć rodzinnych wykonujemy, gdy wszyscy są pięknie ubrani. Dzieci ciekawe jak wyszły zdjęcia praktycznie wieszają mi się na szyję by je zobaczyć. Pokazuje im jak fantastycznie wyglądają na fotografiach. Po tym jak zaskarbiłam ich życzliwość proszę ich o kilka rzeczy a one z wielką ochotą je wykonują. Pewnie za to chcą zobaczyć inne zdjęcia. Cwaniaki.

Uroczystość chrztu świętego w Kościele

Chrzest święty Neli ma miejsce w kościele św. Kazimierza w Białymstoku. Jakoś dziwnie często mam tam możliwość fotografowania. Prócz chrztu Neli miejsce mają jeszcze cztery pozostałe. W tym jest jedna Pani fotograf i wujkowie z komórkami. Sylwia z Adamem i z Nelą siadają na brzegu drugiej ławki. Mam do nich ciężkie dojście, dlatego zdjęcia wykonują im na początku mszy, aby nie chodzić nie potrzebnie po kościele. Dopiero gdy jest akt polania główki, to podchodzę do ołtarza. W kościele jest chrzcielnica mimo tego ksiądz wraz z posługującym podchodzi do każdego dziecka z paterą. Zaskakuje mnie to i ani trochę nie cieszy. Zdjęcie wykonują z góry, bo inaczej nie mam możliwości. Jest za ciasno. Potem namaszczenie, biała szata i świeca. Po całej uroczystości kilka zdjęć z najbliższą rodziną przy ołtarzu. I na zabawę.

Każda okazja dobra do świętowania

Przyjęcie zorganizowano w restauracji ,,LECH Gościnny Dom” w Białymstoku w sali kominkowej. Ostatnio wykonywałam tam inny reportaż i wiedziałam, że sala ma trudne oświetlenie. Jest ciemna i bez lampy błyskowej ani róż. Podpięłam ją do aparatu wykonałam kilka zdjęć próbnych, by ją dostosować do miejsca, i zaczęłam fotografować. Tak jak wspomniałam wcześniej, rodzina była niesamowita. Bardzo otwarci i mili ludzie. Poganiali mnie trochę, ale cieszę się z tego, bo udało mi się zrobić dobre zdjęcia. Bo czasem jest tak, że wszyscy jedynie siedzą za stołem.

Dzieci bawiły się, biegały, a po popołudniu mieli niespodziankę, ponieważ zapewniona została im zabawa w sali wraz z animatorkami. Sala zabaw dla dzieci w ,,LECH Gościnny Dom” jest fantastyczna. Dzieci szalały na całego. W pewnym momencie, gdy robiłam zdjęcie dla Poli na gumowym bujaku ta upadła na nim do tyłu i uderzyła się w głowę. Od razu zaczęłam rozglądać się za rodzicami, a Pola bez płaczu wstała podeszła do mnie i się przytuliła mocno. Był to szok dla mnie, bo z początku miała do mnie dystans. A tu taka niespodzianka. Uspokoiłam ją i za chwilę odkleiła się ode mnie i poszła animatorka do innych dzieci.
Z pewnością była to dla mnie pierwsza taka sytuacja, bardzo wyjątkowa i mocno na mnie wpłynęła.
Cieszę się, że mogłam poznać tak fantastycznych ludzi, którzy są bardzo otwarci, mili i sympatyczni. Jestem dumna z tego, że mogłam złapać ich historie na zdjęciach.

Sesja męska w plenerze
Sesje portretowe - plener

Sesja męska w plenerze

Będąc komisarzem na Ogólnopolskim plenerze fotograficznych chciałam zorganizować dla uczestników warsztaty z sesji portretowej. Napisałam ogłoszenie i z wszystkich zgłoszeń wybrałam trzy dziewczyny. Bliżej terminu końca zgłoszeń na sesje weszłam w post. I zobaczyłam, że napisał chłopak. Trochę żartobliwie i nieco uszczypliwie, że czemu informacja dotyczy tylko dziewczyn. Po przeczytaniu tej wiadomości pomyślałam, że w sumie ciekawie byłoby zrobić sesja dla mężczyzny. Zazwyczaj wykonuje tylko sesja kobiece więc w końcu trzeba było wyjść z tej bańki i spróbować czegoś nowego. Pierwsza sesja męska w plenerze miała swój debiut w Niemczynie.

Sesja na Ogólnopolskim plenerze fotograficznym

Warsztaty z sesji portretowej odbywały się w Centrum Rękodzieła Ludowego w Niemczynie w czasie trwania Ogólnopolskiego pleneru fotograficznego. W wydarzeniu brało udział dziesięciu fotografów, z myślą, aby ubogacić program pleneru i dodać do niego czegoś nowego zorganizowałam sesję portretową. Na plenerze prawie wszyscy są fotografami przyrodniczymi więc sesja męska w plenerze pozwoliła im poćwiczyć umiejętności fotografowania ludzi.

Wraz z Łukaszem na sesję miały przyjechać trzy dziewczyny. Niestety wszystkie odwołały w ostatniej chwili. Nie powiem, ale byłam zawiedziona. Na szczęście Łukasz to porządny chłopak i przyjechał na sesję. I tylko dzięki niemu udało się zorganizować ciekawe warsztaty z sesji portretowej.

Sesja męska w plenerze

Łukasz na sesję przyjechał po południu. Słońce było jeszcze wysoko, ale zważając na to, że było ponad dziesięciu fotografów to zaproponowałam wcześniejszą porę aby wszyscy spokojnie mogli zrealizować swoją wizję na zdjęcia z Łukaszem.

Przywiózł one ze sobą całą torbę ubrań więc z początku ustaliliśmy w czym będzie pozował. A następnie zaczęliśmy zdjęcia.

Teren wokół ośrodka był szeroki co pozwoliło nam zostać w jego obrębie i tu wykonać całą sesję.

Na początku wykonaliśmy kilka zdjęć przy stogu skoszonej już wysuszonej trawie. Obok niego leżała gałąź, która zerwała się w poprzednim dniu z powodu burzy. Stanowiła ona ciekawe tło. Jedna z uczestniczek zapytała modela , czy rozpiąłby koszulę. On z uśmiechem spełnił jej prośbę. Muszę przyznać, że na sesji Łukasz bardzo się dla nas poświęca i spełniał niemal każdą prośbę. Zgodził się nawet, by zdjąć koszulę i zrobić zdjęcia w inscenizowanym deszczu. Po tak wykonanej sesji męskiej w plenerze na koniec koleżanka zaproponowała sesję w jej aucie. I to był największy sztos całych warsztatów. Samochód pierwsza klasa z otwieranym dachem do tego przystojny model. Czego chcieć więcej?

Migawki aparatów strzelały jak szalone. Każdy był zachwycony całokształtem sesji. Nawet na chwilę Łukasz nie odpoczął, jedynie wziął łyka wody i wrócił do pracy. Sesja trwał do wieczora około trzech godziny.

Po wykonaniu zdjęć Łukaszowi z pewnością jeszcze nie raz zorganizuję sesję męską.

Sesja portretowa Ilony
Sesje portretowe - plener

Sesja portretowa Ilony

W wiosce Sochonie znajduje się piękna łąka z niewielkim sadem, które w wiosennej porze zamienia się w miejsce o magicznej atmosferze. Idealne miejsce na zorganizowanie sesji portretowej czy narzeczeńskiej. Wieczorną porą zachodzące słońce tworzy na drzewach i soczyście zielonej trawie złote pasy. Cisza i spokój zakłócony jedynie świergotem ptaków pozwala się zrelaksować i skupić na zdjęciach. Sesja portretowa Ilony przebiegała właśnie w takiej magicznej atmosferze miejsca.

Biały sad

Miejsce, które wybrałyśmy na sesję codziennie mijam autem jadąc do pracy. Znajduje się ono na wzgórzu a rośnie tam mnóstwo niskim drzew które w połowie wiosny kwitną na biało. Sad ten znajduje się niedaleko Białegostoku. Sesja portretowa Ilony zorganizowałyśmy we wsi Sochonie. To niewielka wioska położona w lesie przy drodze ekspresowej. Po przyjechaniu do wsi zabrałyśmy z auta rzeczy i ruszyłyśmy leśną dróżką do miejsca sesji.

Ptaki ćwierkały, na drogę padały ciepłe promienie słońca. Szłyśmy kilka minut i wyszłyśmy na szeroką łąkę, która z jednej strony była osłonięta białym sadem. Podeszłyśmy bliżej i zaczęłyśmy szukać odpowiedniego miejsca, by zacząć zdjęcia. W końcu udało nam się odszukać mały zagajnik. Na początku wykonałyśmy zdjęcia na siedząco przy wykorzystaniu drewnianego krzesła. Idealnie pasowało do klimatu miejsca. Zdjęcia wyszły bardzo sielsko z dodatkiem magii. Słońce ustawiło się z bocznego tyłu przez co delikatnie padała na Ilonę.

Po zrobieniu kilku zdjęć poszłyśmy w inne miejsce. Znalazłyśmy nieduże drzewko, na którym były jeszcze kwiaty i przy nim zrobiłyśmy resztę zdjęć. Słońce padało wprost na nie dlatego musieliśmy poczekać kilkanaście minut by zaszło i pojawił się cień. W tym czasie Ilona ustawiała się w taki sposób, aby jej twarz była w cieniu a tył był oświetlony.

Jak nimfa leśna

Ilona na sesję wybrała zieloną długą koronkową sukienkę. W zielono-białym sadzie wyglądała jak nimfa leśna. Pozy dobrane były do miejsca i stylizacji, aby harmonijnie modelka współgrała z otoczeniem. Drewniane krzesło idealnie pasowało do zagajnika, gdyż przysuwa na myśl sielski domem wśród kwiatów i traw. Wykonaliśmy kilka zdjęć w gaiku i poszłyśmy do białego sadu. Piękne miejsce na sesje narzeczeńskie, w którym para może poczuć się swobodnie. Ilona też odczuła atmosferę tego miejsca i z zabawą podeszła do zdjęć.

Ogólnopolski plener fotograficzny w Niemczynie
Fotoreportaż z imprez kulturowych

Ogólnopolski plener fotograficzny

Raz w roku w okresie letnim klub fotograficzny ,, Pryzmat” działający w Domu Kultury w Czarnej Białostockiej organizuje Ogólnopolski plener fotograficzny w Niemczynie.

Wydarzenie to zrzesza fotografów z całej Polski na kilkudniowe obcowanie z fotografią w pięknej i malowniczej podlaskiej wsi.

Wiek nie gra roli, jak również to czy stawiasz pierwsze kroki w fotografii, czy też przebiegłeś w niej kilkaset kilometrów. Ludzi przyjeżdżających na plener łączy jedna cecha- zamiłowanie do fotografii.

Podlaska wieś, kalosze i aparat pod pachą

Uczestnicy przyjeżdżający na Ogólnopolski plener fotograficzny zjechali z różnych zakątków Polski. Ostrołęka, Białystok, Lublin zawitali w niemczańskich drzwiach Centrum Rękodzieła Ludowego. Ze względu na deszczową pogodę popołudnie pierwszego dnia spędziliśmy w ośrodku. Czekając na poprawę pogody każdy z uczestników mógł zaprezentować swoje zdjęcia i opowiedzieć o swojej przygodzie z fotografią. Tego samego dnia wczesnym wieczorem ubraliśmy kalosze, kurtki i zaopatrzeni w sprzęt fotograficzny wyszliśmy na spacer po wiosce. Drewniane płoty, rustykalny styl domów i podwórzy, las, łąki i pola to serce tego wyjątkowego miejsca. Wieś położona jest w sercu Puszczy Knyszyńskiej i zamieszkała przez starszą społeczność. Mili ludzi, którzy zawsze witają nas ciepłym uśmiechem i życzą udanych zdjęć.

Tegoroczny Ogólnopolski plener fotograficzny w Niemczynie zapowiadał wiele możliwości uczestnikom poprzez warsztaty, wyjazdy i sesje zdjęciowe.

Na świt wstaje się w nocy

Wschód słońca w lipcu zaczyna się około czwartej rano, wyjechać z domu trzeba było o godzinie trzeciej ze względu na uchwycenie niebieskiej godziny. Dla niektórych ta godzina mieści się w ramach pory nocnej, a nie poranka. I gdy przyszło zakładać aparat na ramię o trzeciej nad ranem, gdy zmierzch schodził ze sklepienia kilka osób pozostało w ciepłych łóżkach. Reszta z zaspanym okiem ruszyła na Oleszkowo. 

Idąc wąską drogą po mokrej trawie między polami, złoty księżyc zniżał się ku horyzontowi a mgła ścieliła się ponad ziemią cienkimi pasami. Do wschodu słońca było jeszcze sporo czasu i uczestnicy rozpierzchli się w różnych kierunkach, by znaleźć ten wyjątkowy kadr. Po zeszło dniowych deszczach jedno z pól zalała woda, na którego to granicy w szpalerze rosły brzozy. Założyłam aparat na statyw, zarzuciłam go na ramię i weszłam w pole. Jedno wiem na pewno, że muszę kupić wyższe kalosze. Choć nie było tragicznie to jednak, aby czuć się pewnie przydałoby się lepsze obuwie. Zaszłam na środek pola, postawiłam aparat, wybrałam satysfakcjonujące mnie ustawienie i zaczęłam robić zdjęcia. Jestem osobą, która ludzi chadzać swoją drogą i zawsze jest tak, że odłączam się od grupy. Szukam tego co mnie zaciekawi, zachwyci gdzie będę mogła tą wyjątkową chwilę przeżyć sama.

Wschód słońca był piękny. Po tym, jak słońce wyłoniło zza drzewa i na różowo podświetlało chmury a mgłę na złoto wszyscy znaleźliśmy się w magicznej krainie Podlasia. Spędziliśmy tak kilka chwil a następnie jedna część grupy pojechała autem na początek wioski Oleszkowo a druga wróciła do ośrodka. Było przed szóstą i zaczynały tworzyć się prześwity. Po tym, jak wysiadłam z auta poszłam jeszcze na okoliczne łąki. Znalazłam tam kilka motyli, pająków w rosie oraz prześwity. Na zdjęciach spędziłam jeszcze około godziny. Po powrocie do domu nie poszłam spać jak wszyscy, ale zrobiłam herbatę, usiadłam za stołem i w ciszy poranka przeglądałam zdjęcia.

Podlasie zachodem obleczone

Na pierwszy zachód pojechaliśmy na tzw. ,, Górę zachodów”. Miejsce to nie jest górą, ale pagórkiem. Mimo tego rozciąga się z niego piękny widok na zachód słońca. Choć fotografia zachodów nie jest moją ulubioną to tego roku jestem zadowolona z moich zdjęć. Z pewnością nigdy nie fotografuje typowego zachodu słońca a bardziej naturę nim podświetlaną. W tym wypadku pole kukurydzy, piaskową drogę między polami, jak i ambonę pod lasem. Na drugi zachód słońca pojechaliśmy do miejscowości Straż, w której okolicy zlokalizowana jest rzeka Sokołda. Zajechaliśmy na miejsce ok. dwóch godziny przed zachodem. Mieliśmy sporo czasu na obejście dość sporego terenu.

Jadąc autem zauważyłam bardzo fajne miejsce i za wszelką cenę chciałam tam dotrzeć. Po dotarciu na miejscu byłam zachwycona. Niebo powoli ciemniało i zachodzące słońce oświetlało chmury, żółte bele stały w wodzie na polu. Widok niesamowity. Z tego wszystkiego nawet statyw mi się praktycznie rozpadł, ale dałam rady zrobić zdjęcia i nie utopić aparatu. Spędziłam tam dobrą godzinę w pewnym czasie zaczęłam się martwić czy moja grupa jeszcze robi zdjęcia, czy już pojechali i zostałam sama. Po wykonaniu mojego najlepszego na plenerze zdjęcia. Zawinęłam się z tego miejsca i szybkim krokiem dołączyłam do grupy, która jeszcze robiła zdjęcia.

Papier solny, sesja z modelem i szlak rękodzieła ludowego

Co roku w czasie trwania pleneru organizowane są warsztaty z technik fotografii prowadzone przez Adama Woronieckiego. Specjalistę w tej dziedzinie. Ogólnopolski plener fotograficzny w Niemczynie zagwarantował uczestnikom warsztaty z papieru solnego. Pierwszego dnia przez grupę fotografów przygotowany został papier, a następnego dnia po śniadaniu zaczęliśmy go naświetlać. Grupa w szczegółach mogła zapoznać się z tą wyjątkową techniką fotografii i zrobić własną odbitkę.

Na terenie Centrum Rękodzieła Ludowego zorganizowałam sesję zdjęciową. Na zdjęcia przyjechał Łukasz Brzeski. Model z Białegostoku, który przez swoje doświadczenie i super charakter zagwarantował wszystkim niezapomnianą sesję zdjęciową. Uczestnicy, którzy na co dzień nie wykonują portretów mogli spróbować swoich umiejętności w fotografowaniu ludzi. Sesja dla Łukasza trawa całe popołudnie, wszyscy bez przerwy robili zdjęcia a Łukasz nawet na moment nie zażądał przerwy.

Więcej zdjęć Łukasza będzie w oddzielnym tekście za tydzień.

Tradycją jest, że na plenerze fotograficznym w Niemczynie organizowany jest objazd szlakiem rękodzieła ludowego. Całą grupą zajeżdżamy wtedy do: kowala Mieczysława Hulewicza, który to swoją kuźnię ma w Czarnej Wsi Kościelnej, łyżkarza Mieczysława Baranowskiego mającego pracownie w Zamczysku oraz do garncarza Pawła Piechockiego z Czarnej Wsi Kościelnej.

Na każdym plenerze jest parę nowych osób, dla których warto pokazać kulturę ludową i zanikające już rzemiosło, a i starzy bywalcy z wielką ochotą odwiedzają pracownie naszych niesamowitych rzemieślników.

Bajkowa sesja wiosenna
Sesje portretowe - plener

Bajkowa sesja wiosenna

Nie trzeba jechać w dalekie podróże, aby znaleźć ładne miejsce do zdjęć. Wystarczy dobrze rozejrzeć się w okolicy i sprawdzić jak poszczególne miejsca wyglądają w różnych porach roku. Przejść się do parku, lasu, czy obejść osiedla naszego miasta. Przypadkiem i z zaskoczeniem dla nas może okazać się, że obok naszej pracy czy domu jest miejsce, które przez niemal cały rok wygląda mizernie a w okresie jesiennym magicznie. Warto więc z początku poznać swoją okolicę, a następnie szukać w większych odległościach. Bajkowa sesja wiosenna miała właśnie taki początek i jest jednym z wielu przykładów, że są wokół nas piękne miejsce.

Magiczne miejsce

Łąka, na której odbyła się bajkowa sesja wiosenna Angeliny była zlokalizowana w centrum Białegostoku. Piękne miejsce w okresie wiosennym. Rosną tam drzewa, które z początkiem kwietnia zaczynają kwitnąć na biało i łąka wygląda jak sad. Kiedy przekwitną, zaczynają rozwijać się wysokie kępy żółtych kwiatów. Dość długa i szeroka pozwoliła nam odejść spory kawałek od ruchliwej drogi, by móc skupić się na zdjęciach i stworzyć niezwykłą bajkową sesję wiosenną. Po przyjściu na miejsce łąka wyglądała niesamowicie. Wysokie soczysto zielone trawy i drzewa obsypane białymi drobnymi kwiatami sprawiały wrażenie dzikiego sadu.

Zdjęcia jak z bajki

Bajkową sesję wiosenną zorganizowaliśmy na początku kwietnia. Przy sesji wykorzystałyśmy piękną długą błękitną suknię, którą kupiłam specjalnie do bajkowych sesji wiosennych. Bardzo zależało mi na tym, by tę sesję wykonać z tą suknią, bo miejsce, jakie wybraliśmy na sesje wyglądała magicznie. Nie miałam pomysłu, aby dziewczynę przebrać za księżniczkę. Bardziej na sesje szłam z wizją delikatnej kobiety, w pięknej skromnej sukni na ładnym tle białych kwiatów. Gesty i pozy do sesji też miały być bardzo subtelne, a nawet lekko nieśmiałe z delikatnym uśmiechem.

Przy bajkowej sesji wiosennej wykorzystaliśmy również stare drewniane krzesło. Pierwszy raz robiłam sesję na siedząco, ale przyznać muszę, że jak jest dobry rekwizyt to wszystko idzie idealnie. Zdjęcia wychodziły niesamowicie. Jedynym minusem całej sytuacji były wysokie trawy. Musiałam co chwile wydeptywać sobie okienka do miejsca, z których robiłam zdjęcia, aby nie przysłaniały mi modelki.

Chrzest święty Anny Marii
Chrzest Święty

Chrzest święty Anny Marii

W mojej dotychczasowej działalności fotograficznej chrztów świętych po raz pierwszy trafiłam na rodziców, którzy dali swojemu dziecku tak wyjątkowe i do tego dwuczłonowe imię. Wielu mogłoby się nie zgodzić z moim zdaniem, ale uważam, że imię dziewczynki jest śliczne do tego bardzo dostojne. Słysząc je od razu, ma się w głowie obraz księżnej. Chrzest święty Anny Marii był iście wykwintny a przy tym w przyjaznej atmosferze rodzinnej uroczystości.

Dziewczynka jak aniołek

Po przyjechaniu do rodziny niemal od razu zabraliśmy się za zdjęcia. Po obejrzeniu mieszkania zaproponowałam rodzicom by ubieranie dziewczyny przebiegało w ich sypialni. Była duża, jasna i dobrze oświetlona naturalnym światłem. Łóżko było zaścielone białą pościelą i stanowiło idealne neutralne tło do zdjęć.

Na początku wykonałam kilka fotografii chrzczonki, świecy, ubranka i bucików. Kilka zdjęć solo a kilka w towarzystwie dziecka. Jedno z tych zdjęć jest moim ulubionym z reportażu Chrztu świętego Anny Marii.

Rodzice przed ubieraniem dziewczynki zakrzyknęli, że dziecko jest niefotogeniczne i niezbyt ładnie wychodzi na zdjęciach. Niestety, ale nie zgodzę się z ich opinią, bo według mnie Anna Maria na każdej fotografii wyszła ślicznie.

Dziewczynkę ubierali rodzice. Ze spokojem i uśmiechem założyli sukieneczkę, paseczek wokół talii, buciki i opaskę na głowę. Po całym tym procesie wykonaliśmy kilka zdjęć rodzinnych oraz kilka portretowych dla samej Ani. W pokoju na komodzie stał kwiat, który to wykorzystałam na jednym ze zdjęć. Warto dodawać do naszych kadrów nietuzinkowych elementów. Wykonując je zza rośliny, przez szczebelki czy przez firankę, możemy uzyskać ciekawe efekty. Czasem nieco bardziej artystyczne do naszego portfolio, jeżeli pozwala nam na to czas i otoczenie.

Chrzest Święty Anny Marii

Uroczystość chrztu świętego miało miejsce w Kościele MB Fatimskiej w Białymstoku. Wraz z rodzicami udałam się do zakrystii, aby poinformować, iż będę fotografować chrzest Święty Anny Marii. Dla kilku osób może zdać się to dziwne, ale ze względu na kulturę osobistą i z szacunku dla księdza za każdym razem czy to z rodziną, parą młodą czy sama idę poinformować księdza odprawiającego mszę, że będę fotografować uroczystość. Niekiedy ksiądz wymaga okazania odpowiedniej legitymacji uprawniającą do fotografowania w kościele. I aby uniknąć przykrych sytuacji zwyczajnie udaję się z nią do zakrystii. Jeszcze nie miałam okazji by ksiądz, mnie o nią poprosił zazwyczaj mówię tylko że jestem fotografem a oni pozytywnie przyjmują tę informację.

Podczas Chrztu Świętego Anny Marii miało miejsce równocześnie chrzest trójki innych dzieci. Było tłoczno, szczególnie gdy wszyscy podeszli do chrzcielnicy. Zlokalizowana było w niewielkiej wnęce, na dwóch wąskich stopniach. Zanim rodzina, u której miałam zlecenie, tam podeszła szybko udałam się w tamto miejsce, aby zająć dobre stanowisko. Stanęłam obok ministranta posługującego przy chrzcie naprzeciwko rodziców Anny Marii. Wykonałam zdjęcia w błogosławieństwa, a następnie z przyjęcia sakramentu. I choć było to trudne, to udało się uchwycić ten najważniejszy moment. Następne elementy przebiegły bez trudu, a na koniec mszy wykonaliśmy dość sporo zdjęć rodzinnych najpierw przed ołtarzem, a następnie przy figurze Jana Chrzciciela wraz z księdzem, który sprawował mszę świętą.

Księżniczka w zamku

Na obiad udaliśmy się do restauracji ,, Camelot” w Białymstoku. Piękna restauracja na wzór średniowiecznego zamku. Mała księżniczka nie mogła mieć przyjęcia nigdzie indziej jak tylko w takim wyjątkowym miejscu. Wykonałam kilka zdjęć lifestyle a po obiedzie udaliśmy się do ogrodu na zdjęcia rodzinne.

Sesja w makach
Sesje portretowe - plener

Sesja w makach

Jak czerwiec to maki, a jak maki to idealny czas na zdjęcia. Wysoka trawa, czerwone maki i zachód słońca stwarzają wspaniały sielski klimat. Do tego zaopatrzyć się w dodatkowe rekwizyty i można stworzyć przepiękny projekt sesji w makach. Wszystko zależy od wyobraźni i kreatywności by sesja w makach wyszła przepięknie.

Kwietna łąka

Z trudem udało się znaleźć odpowiednie miejsce na zdjęcia. Jeździłam kilka dni wypatrując uważnie czerwonych kwiatów. Niestety w bliższej okolicy Białegostoku nie ma żadnej gęsto porośniętej makami łąki. A przynajmniej ja o takiej nie mam pojęcia.

Pewnego dnia w drodze do Tykocina udało mi się zauważyć niewielki skrawek trawy i maków. Nie był zachwycający jak chciałam ale najlepszy jaki udało mi się znaleźć. Docelowo wybrałam to miejsce na sesje w makach.
Z Gabrielą umówiłyśmy się na zdjęcia po godzinie 19, aby złapać złote popołudniowe słońce. Na miejsce jechałyśmy około dwudziestu minut. Od ostatniej mojej wizyty w Tykocinie minęło kilka dni i łąka z ulicy już nie wyglądała tak dobrze, jak ostatnio. Z lekkim rozczarowaniem i myślą jak zrobimy zdjęcia weszłyśmy na łąkę. Stało tam kilka domów, które z dwóch stron osłaniało łąkę od ulicy i nie była ona aż tak dobrze widoczna. Po przejściu w głąb pola po lewej stronie, gdy minęłyśmy dom odsłoniło nam się przepiękne pole maków.

Byłam bardzo zaskoczona i zachwycona. Łąka była niemal czerwona od kwiatów a złote popołudniowe słońce rozświetlało delikatne płatki i złote źdźbła trawy. Widząc ten piękny krajobraz wiedziałam że zdjęcia wyjdą przepięknie. Rozłożyła swoje rekwizyty, podpięłam odpowiedni obiektyw i weszłyśmy z Gabrielą w maki.

Sesja w makach

Jako rekwizyty zabrałam ze sobą stare drewniane krzesło, starą torbę tzw. ,, listonoszkę” i pleciony koszyk. O ile krzesło tak dla Gabrieli nie było za bardzo potrzebne to dla mnie stało się wręcz niezbędne. Łąkę, na której robiłyśmy zdjęcia portretowe z dwóch stron otaczały domy a z pozostałych pusta przestrzeń. Na niebie nie było kłębiastych chmur, tylko białe pasma. Nie wyglądało to ciekawie a wręcz utrudniało pracę. Z pomocą przyszło krzesło. Choć stare i trochę bałam się na nie stawać to nie miałam za bardzo wyboru. Dobre zdjęcie wymaga czasem poświęceń. Gabrielę fotografowałam z góry, aby całym tłem za nią  były  piękne soczyste czerwone maki

Kilka razy wchodziłyśmy i wychodziłyśmy z łąki, bo było tak dużo komarów, że nie dało się pracować. Żadna z nas nie pomyślałam też o sprayu na owady więc zdjęcia przebiegały bardzo szybko. Gdy sesja w makach dobiegała końca jeszcze kilka minut spędziłyśmy na wykoszonym polu niedaleko tej łąki. Tam zrobiłyśmy zdjęcia z torbą i koszykiem. I po kilku minutach szybko uciekłyśmy do auta.

W drodze powrotnej mijałyśmy łąkę pełną białych i błękitnych kwiatów. Zapytałam Gabrielę, czy chciałaby jeszcze kilka zdjęć. Opowiedziała, że jak nie będzie komarów to tak. Więc poszłam sama na łąkę, by sprawdzić, czy nie ma owadów. Stanęłam z brzegu, kopałam trawę i machałam rękoma, by zobaczyć czy są komary. Na szczęście nie było i w pośpiechu wróciłam do auta po aparat, modelkę i….. niezbędne krzesło. Gdy zabierałyśmy rzeczy z auta przybiegł do nas pies z sąsiedniego domu. Była taki uroczy i spokojny, że poszedł z nami na łąkę. Gabriela weszła w kwiaty a ja z brzegu łąki stanęłam na krzesło i zrobiłam zdjęcia. Z ulicy musiało to komicznie wyglądać, ale po tylu latach fotografowania przestałam się przejmować otoczeniem i skupiam się tylko i wyłącznie na pracy. Sesja wyszła kobieco, uroczo i mimo trudności w jej wykonaniu obie jesteśmy z niej bardzo zadowolone.

Chrzest święty Aleksandry
Chrzest Święty

Chrzest święty Aleksandry

Chrzest święty dziecka to niezwykła uroczystość i pierwszy sakrament, jaki przyjmuje dziecko dzięki rodzicom. Czas ten jest możliwością do spędzenia go w gronie rodziny i osób, które są dla nas ważni. Chrzest święty Aleksandry był uroczysty, spokojny i rodzinny.

Chrzczonka, świeca i nitka z igłą

W mieszkaniu przebywało dużo ludzi a dodatkowy stres sprawiał że atmosfera była gęsta i napięta. Dzieci biegały po mieszkaniu a dorośli starali się trzymać z boku i nie przeszkadzać w przygotowaniu Aleksandry do ważnego dla niej dnia.

Przygotowania Oli do chrztu świętego przebiegały bez problemu. Dziewczyna bez marudzenia pozwalała się ubierać dla mamy i chrzestnej. Leżała spokojnie a wzrokiem szukała obiektywu. Przy fotorelacji chrzcin za każdym razem dziecko ciekawiło się aparatem. Przez cały czas jak fotografowałam przygotowania dziecka ono się ustawiało do zdjęć.

Chrzestna i mama Oli ubrały dziewczynę jak księżniczkę. W piękną białą sukieneczkę przewiązały w pasie różową wstążką z kwiatami. Na czółko założyły opaskę z takimi samymi kwiatami. Białe buciki i rajstopki. Okazało się, że sukienka jest trochę za duża i źle układa się na dziewczynce. Chrzestna wzięła igłę, nitkę i zaczęło szyć, by zwęzić sukieneczkę. Uwieczniłem ten fakt bardziej by rodzice i rodzina z uśmiechem mogła wspominać ten wyjątkowy dzień. Chrzest święty Aleksandry wszystkich wprawiał w radosny nastrój ze świątecznej chwili.

Uroczystość chrzcin Aleksandry

Chrzest święty Aleksandry odbył się w parafii Św. Kazimierza królewicza w Białymstoku. Dzień ten był pierwszym dniem Wielkanocnym. W kościele było bardzo dużo ludzi i oprócz mojego cztery inne chrzty. Byłam jedynym fotografem. Pozostałe rodziny robiły zdjęcia komórkami. Z jednej strony była ulga, a z drugiej niepokój. Z racji tego, że oznacza to, że fotografowie są coraz mniej potrzebni na rynku. Cała uroczystość w kościele przebiegła pięknie i spokojnie bez żadnych problemów. Nikt mi nie przeszkadzał w fotografowaniu i w spokoju mogłam realizować zlecenie.

Przyjęcie zorganizowano w restauracji Mozart w Białymstoku. Dzień był wietrzny i wszyscy przebywali w środku budynku. Było rodzinnie i bez zbędnego przepychu. Goście głównie całe przyjęcie siedzieli przy stołach. Dzieci bawiły się, biegały i tańczyły. Po obiedzie zrobione zostały zdjęcia rodzinne. Chrzest święty Aleksandry przebiegł w ciepłej i rodzinnej atmosferze.

Sesja Gosi w bzach
Sesje portretowe - plener

Sesja Gosi w bzach

Krzewy bzów są pięknym tłem do robienia sesji kobiecych. Gęste i duże kiście kwiatów wyglądają na zdjęciach niesamowicie, szczególności, gdy jest ich bardzo dużo. Dają bogate kwieciste tło. Kobieca sesja w bzach Gosi wykonałyśmy w centrum Białegostoku. Na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego

Przy Teatrze Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki. Szeroki plac po obu którego posadzone są drzewka bzów o kwiatach w różnym odcieniu. Białe, jasny i ciemny fiolet daje dużo możliwości do stworzenia ciekawych kadrów.

Sesja w bzach i deszczu

Sesja w bzach Gosi o mały włos się nie odbyła. W dniu zdjęć co chwilę padał deszcz. Gosia napisała do mnie czy odwołamy spotkanie, ale ja pełna nadziei odpisałam, że nie, i sesja się odbędzie. Przyjechałam na miejsce, gdy świeciło słońce. Mając jeszcze czas, poszłam na plac, by poszukać miejsc, gdzie będę robić zdjęcia. Ledwo wróciłam do auta po półgodzinie i zaczął padać deszcz. To była istna ulewa. Spojrzałam na niebo. Ciemne i osłonięte gęstą warstwą chmur nie wyglądało jakby, miało za chwile się rozjaśnić. Miałam jednak nadzieję i odmówiłam modlitwę, o to by pogoda się poprawiła. Do Gosi napisałam, że poczekamy dwadzieścia minut i z pewnością pogoda się poprawi. I tak było. Za chwilę wiatr rozgonił chmury, deszcze przestał padać i słońce lekko przebijało się przez chmury. Podziękowałam dla Boga za łaskę i z uśmiechem poszłam na zdjęcia, wiedząc, że kobieca sesja w bzach wyjdzie przepięknie. I tak właśnie było.

Tak pięknie jeszcze nie było

Zawsze, zanim zaplanuję sesje, idę w miejsce, gdzie ma się ona odbyć i sprawdzam gdzie, warto pójść. To bardzo ułatwia mi zadanie, bo nie muszę się stresować i w napięciu szukać tła do zdjęć. Na sesji kobiecej Gosi chciałam zrealizować pomysły, których nie udało mi się w poprzednim roku. Zapytała więc Gosię czy pokazać jej jak ma się ustawić. Z początku się zgodziła. Zrealizowałam więc swoje pomysły. Następnie zaczęła już sama pozować, bo jak to ujęła miała bardzo dobry humor i dobrze się czuła na sesji.

Z powodu wcześniejszej ulewy na placu nie było dużo ludzi. Miałyśmy więc swobodnie realizować sesje. Chodziłyśmy od drzewka do drzewka aż w pewnym momencie, wyszło słońce. Gosia powiedziała, że ma ze sobą sukienkę i że pójdzie się przebierze. Poczekałam na nią chwile a potem wznowiliśmy zdjęcia. Słońce pięknie przebijało się przez gałązki i liście drzew i krzewów. Kobieca sesja w bzach nie była tylko i wyłącznie w bzach, ale też i w ślicznych kwiatach tawuły. Obie świetnie się bawiłyśmy, Gosią była bardzo pogodna więc fotografowanie jej było samą przyjemnością. Zdjęcia wyszły kobieco, ale i skromnie.

I Komunia święta Filipa
I Komunia Święta

I Komunia Święta Filipa

Komunia Święta jest najważniejszym sakramentem w życiu. W tym uroczystym dniu dziecko świadomie przyjmuje Boga do swojego życia. Dużo przygotowań i stres związany z nimi może zmienić radosne oczekiwanie na chęć szybszego zakończenia tej uroczystości. Warto wszystkie obowiązki zorganizować w taki sposób, by nie obciążały rodziców i dziecka, aby każdy miał w sobie taki pokój, który pozwoli im na lepsze przeżycie tego wyjątkowego czasu. I Komunia Święta Filipa miała piękny uroczysty nastrój.

Uroczystość dzieci pierwszokomunijnych

Komunia Święta Filipa zorganizowano w kościele pw św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Białymstoku. Mały Kościółek przyległy do jednostki wojskowej. Rodziny z dziećmi komunijnymi zgromadziły się pod kościołem. Było tłoczno, a napięcie wisiało w powietrzu. Dzieci nie przejmowały się zbytnio, ale rodzice byli zdenerwowani. Po wejściu do kościoła zauważyłam, że jest dwóch głównych fotografów. Zmartwiło mnie to bo wiedziałam, że akurat przy tym zleceniu może być lekki problem.

Na początku w pośpiechu zrobiłam zdjęcie portretowe Filipa na tle ołtarza. Kościół jest mały, ale był dobrze oświetlony dzięki temu, że świeciło słońce, które wpadało do środka przez okna. Filip usiadł z brzegu ławki od strony okna. Z rozpoczęciem uroczystości dzieci ustawiły się w dwóch rzędach w nawie głównej. Odbyło się najpierw błogosławieństwo rodziców, a następnie pokropienie dzieci wodą święconą przez księdza. Dalsza część uroczystości przebiegała spokojnie. Dopiero w czasie przyjmowania Komunii zaczęło się dziać.

Przeszłam na drugą stronę kościoła by mieć pełny obraz na chłopca. Główny fotograf wyraził swoją prośbę, abym mu nie przeszkadzać. Z grzecznością odpowiedziałam, że nie będę, ale sama mam zlecenie i muszę je wykonać. Oboje szanowaliśmy swoje prośby i każdy zrobić zdjęcie. Po przyjęciu Komunii ksiądz dla dzieci rozdał chlebek, a następnie je pobłogosławił. W kościele zrobił się harmider więc z rodziną wyszliśmy na zewnątrz. Tam przy krzyżu wykonaliśmy zdjęcia rodzinne i pojechaliśmy do restauracji na przyjęcie.

Zabawa na przyjęciu

Przyjęcie zorganizowane zostało w Hotelu Pod Herbem. Goście zasiedli do stołów a ja zaprosiłam Filipa i jego mamę na małą sesję zdjęciową. Wykonaliśmy kilka zdjęć portretowych i wróciliśmy na przyjęcie. W hotelu organizowano kilka Komunii w jednym czasie, ale w różnych salach. Z tej racji hotel zapewnił dla dzieci animatorki i mnóstwo atrakcji. Najmłodsi dobrze się bawili mogąc poszaleć na zewnątrz po dniu pełnym przygotowań. Rodzice odprężyli się przy kawie. Komunia Święta Filipa spędzona w gronie rodziny i przyjaciół przebiegła spokojnie i w radosnej atmosferze.