HomeHistorie

Historie

Czas przed ślubem jest niezwykle stresujący. Nie na każdego oczywiście to wpływa, jedni odczuwają zbliżający się ważny moment bardziej a drudzy mniej. Przygotowań jest cała masa, a każdy pragnie by ślub przebiegł jak najlepiej. Wieczór panieński Ilony był relaksującym czasem dla Panny Młodej, by odebrać się od zgiełku i miło spędzić czas z przyjaciółkami pośród malowniczych podlaskich krajobrazów. Wieczór panieński Ilony rozpoczął się piątkowym popołudniem. Niemalże po pracy wyjechałam w kierunku Pajewa na weekendową zabawę. Wieczór panieński zorganizowano w Domu Gościnnym w Pajewie a z tejże okazji wynajęłyśmy domek położony tuż obok głównego budynku. Ośrodek położony na podlaskiej wsi gdzie dookoła są pola i lasy pozwala odpocząć i się zrelaksować. Po przyjeździe od razu zaczęła się impreza, drinki, muzyka i rozpalany grill czekały na pozostałych gości. Po tym, jak wszystkie dziewczyny zjechały do Pajewa z balonami wyszłyśmy na plener by wykonać kilka zdjęć. Sesja nie trwała długo, gdyż Panna Młoda była już zniecierpliwiona rozpoczęciem na całego dobrej zabawy.

To była całkiem ekspresowa sesja. W okolicy była wspaniała stodoła, która była tłem do zdjęć grupowych, obok był niewielki szpaler drzewek obsypanych białymi kwiatami a po drugiej stronie za zielone pola. Dom Gościnny w Pajewie jest super miejscem na tego typu imprezy a sama okolica daje duże możliwości sesji zdjęciowych.

 

 

Chrzest Święty Ignacego był wyjątkowym, pełnym spokoju i wzruszeń wydarzeniem, przeżywanym w gronie Najbliższych. To piękna uroczystość, podczas której liczyły się ciepłe gesty, rodzinne emocje i chwile skupienia, nadające temu dniu szczególny charakter.

Delikatna atmosfera ceremonii oraz obecność bliskich sprawiły, że powstała ponadczasowa pamiątka z jednego z najważniejszych momentów w życiu dziecka i jego rodziny. Fotografie z chrztu Ignacego to zapis autentycznych emocji, subtelnych detali i miłości, która towarzyszyła temu dniu.

Może wiecie a może nie, ale uwielbiam robić zdjęcia w plenerze.

Chyba to widać po moich zdjęciach, a może nie. Chciałam Wam jednak powiedzieć, że nie zawsze łatwo jest znaleźć fajne, ciekawe miejsce na przeprowadzenie sesji zdjęciowej. Niekiedy trzeba się najeździć, nie starcza czasu, pogoda nie dopisuje na wędrówki. Jest mnóstwo czynników. Jednak z pomocną dłonią przychodzi samo miasto. Wysiewanie kwietnych łąk na pasach zieleni w samym centrum miasta to tak wspaniała inicjatywa, że jej korzyści można wymieniać na kilku płaszczyznach. My jednak skupmy się na ten fotograficznej.

W Białymstoku jest opuszczona szklarnia. Wiele osób zna ich lokalizację – miejsce jest naprawdę klimatyczne i czasem można natknąć się na innych fotografów. To miejsce wybrałam jako docelowe na sesję ciążową Pauliny. Był to upalny dzień, a wiecie jak ciało znosi ciepło w szklarni, w body ze sztucznego materiału – nie było za miło. W samym środku wykonałyśmy kilka zdjęć i szybko uciekłyśmy na zewnątrz. Tak zrobiłam parę zdjęć, które później mogłam obrobić w specyficzny sposób. O tym jednak później. Po sesji w szklarni podjechałyśmy jeszcze na plac zieleni przy dworcu PKP. Było tam pełno wysianych kwiatów, i miejsce idealnie wpasowało się na mój zamysł sesji. Także tutaj ukłon dla władz miasta, że takie łąki są i bywają naprawdę przepiękne do wykonania sesji zdjęciowej. Wracając do tematu obróbki to swego czasu uczestniczyłam na kurs z bajkowej obróbki. Na sesji z Pauliną zrobiłam kilka zdjęć specjalnie pod bajkową obróbkę. Moim zdaniem jak na moje umiejętności z photoshopem wyszło bardzo dobrze.

Typowe sesje zdjęciowe dla dzieci robię rzadko. Prawie nigdy mi się nie zdarza. To nie jest mój ‘konik ’ i nie przepadam z nimi. Robię jednak wyjątki przy szczególnych okazjach. Ta sesja jest właśnie jedną z nich. Pracuje w Domu Kultury w Czarnej Białostockiej gdzie prężnie działa Dziecięcy Zespół Tańca Ludowego pod nazwą ,, Mali Czarnowiacy’’. Dla ciekawych jest też zespół  dla starszych osób, który skupia się bardziej na śpiewie niżeli na tańcu.Dziecięcy to jednak co innego. Pani instruktor Maja Birycka świetnie prowadzi grupę i ją rozwija. Dla zespołu uczestniczy ponad dwudziestka dzieci w różnych przedziałach wiekowych od małych pięciolatków do starszych dwunastolatków. Każdy z nich ma swój własny wkład w całość zespołu by działał i pięknie się rozwijał. Jedni śpiewają, drudzy tańczą, ale każdy ma swoje zadanie. Sesja zdjęciowa dla Dziecięcego Zespołu Tańca Ludowego ,, Mali Czarnowiacy’’ miała na celu promocję i zdobycie nowych członków do zespołu.

W ciepły letni dzieci przyjechałam do Domu Kultury w Czarnej Wsi Kościelnej gdzie Pani instruktor Maja Birycka i Kierownik Jola Kozłowska już czekały na moje przybycie. Wzięłyśmy grupę dzieciaków, rekwizyty oraz pełne wspaniałe bukiety kwiatów. Nie szłyśmy za daleko, niemalże zaszliśmy na tył budynku na polanę. Robimy na niej każdą sesję, było już ich trzy i każda inna. Ze względu na pogodę, czas wykonywania zdjęć, ubiór dzieci oraz preferencji Pani Instruktor i Pani Kierownik co do estetyki zdjęć i tego, do czego później zostaną wykorzystane. Także dla tych dzieci jestem zawsze dostępna na nową sesję zdjęciową. A za każdym razem wychodzi ona niesamowicie.

Co jakiś czas umawiam się z Leszkiem na sesje zdjęciowe do jego portfolio. Leszek jest aktorem. Występował w paru serialach i ma duże aspiracje i chęci na pierwszoplanowe role. Ja mu w tym delikatnie pomagam. Z Leszkiem praca nad zdjęciami to czysta przyjemność. Uwielbiam pracować z ludźmi, którzy lubią pozować przez obiektywem i ewidentnie wiedzą jak się ustawić. Oczywiście czasami koryguje te ustawiania tak by osoba fotografowana wyszła najlepiej jak się tylko da. Leszek pozuje aktorsko tak by w portfolio były różnorodne pozy, mimiki twarzy i ustawienie ciała. Lubię te sesje zdjęciowe z Leszkiem są one spontaniczne. Zazwyczaj dzwoni do mnie i w ten sam dzień umawiamy się na fotografowanie i trwają one maksymalnie godzinę. On się ustawia a ja robię zdjęcia. Czysta perfekcyjna współpraca. No i atmosfera na sesji jest bardzo w porządku co tylko skłania mnie by częściej robić zdjęcia dla Leszka. Był on drugim mężczyzną, dla którego robiłam sesję zdjęciową. Pierwsza miała miejsce na warsztatach z portretu na Ogólnopolskim Plenerze Fotograficznym w Niemczynie. Tam się działo bardzo dużo. Była sesja w naturze oraz ze sportowym samochodzie. W ubraniach i półnago. Oczywiście mówimy o tej górnej części ciała. Było zabawnie i pomogło to być bardziej śmiałym w pracy z drugim człowiekiem.

Pierwszą sesję zdjęciową Leszka wykonaliśmy na tle starej kamienicy w Białymstoku przy ulicy Warszawskiej. Dość znane miejsce dla grona fotografów z tego regionu. Wykonaliśmy tam kilka znakomitych kadrów gdzie Leszek wyszedł bardzo dobrze. Następnie przenieśliśmy się do okolic kręgielni, która znajduje się w starych magazynach. Było tam parę ciekawych miejsc, które współgrały z pierwszą lokalizacją. Ostatnie zdjęcie przy drucianej siatce jest moim ulubionym. Nie wiem, dlaczego, ale jest w nim coś hipnotyzującego co zatrzymuje mój wzrok na dłużej. No cóż, wspaniała współpraca aktora i fotografa daje takie super zdjęcia. Do jego, jak i mojego portfolio. Innym razem wybraliśmy Pałac Branickich na wykonanie sesji. Tak też wyszła niesamowicie i też mam z niej parę ulubionych kadrów. Chciałabym kiedyś namówić Leszka na sesję baśniową z charakteryzacją, myślę, że świetnie sprawdziłby się w sesji wodnej. Mam nadzieję go kiedyś namówić na takie fotografie.

Sezon komunijny dla mnie był spokojny, bo nie chciałam za dużo brać na siebie obowiązków. I Komunia święta Wiktorii Liliany otworzyła moje reportaże komunijne. Był bardzo ciepły majowy dzień. Kościół, w którym była uroczystość duży, przestronny i jasny. Była to komunia grupowa dlatego też podeszłam do fotografa głównego i powiedziałam mu, że będę robić zdjęcia dla jednej z dziewczynek. On uśmiechnął się i serdecznie życzył mi powodzenia. Bardzo przemiły człowiek. Cieszy mnie to że, mimo iż działamy w tej samej branży nie spotkałam jeszcze osoby które bywały nastawiona negatywnie wobec mnie. I Komunia Święta Wiktorii W czasie mszy było kilka elementów, które mnie zaskoczyły, ale wynikało to, że Pani, która prowadziła grupę dodała nowe elementy, w czasie mszy takie jak składanie róż na ołtarz przez dzieci. Same przejecie komunii też było dość dziwne bo szło się do niej ławkami a w ławce siedziały dzieci z rodzicami. Zdecydowanie wolę, gdy najpierw komunie przyjmują dzieci a dopiero później reszta wiernych. Nie jest to ode mnie zależne i pozostaje mi dostosować się do sytuacji i z niej wybrnąć. Na koniec wykonaliśmy jeszcze parę zdjęć rodzinnych przed kościołem. Na przyjęcie rodzina wybrała restaurację Villa Tradycja.

Przyjęcie pośród białych piwonii

Na przyjęcie z okazji I Komunii Świętej Wiktorii Liliany pojechaliśmy do restauracji Villa Tradycja miesząca się w centrum Białegostoku. Idealne miejsce do organizacji imprez rodzinnych. Do podania obiadu mieliśmy jeszcze godzinę więc po kolei jak goście przyjeżdżali wykonałyśmy zdjęcia rodzinne. W międzyczasie gdy rodzina jadła obiad łapałam na zdjęciach rozemocjonowane szkraby które w koło biegały po sali. Była bardzo rodzinna i wesoła atmosfera podczas której z przyjemnością wykonywałam swoje obowiązki. Sesję komunijną zrobiłyśmy w trakcie trwania Białego Tygodnia, w Parku Wierzbowa w Białymstoku. Sesja nie zajęłam tam dużo czasu. Wykonałam kilka portretów oraz kilka zdjęć rodzinnych.

Miłość do rodziców to jeden z najcenniejszych skarbów w naszym życiu. I choć w rodzinie bywa różnie, to  rodzina jest ostoją na której można się wesprzeć. Pomoże w miarę swoich możliwości. A miłość matki co dziecka? Rodzice uczą różnej miłości, bo ona różnie do nich przychodzi. Miłość matki jest bardziej subtelna, stara się być bezwarunkowa, usłużna i pomocna, taka, która będzie bez względu na wszystko. Sesja zdjęciowa na Dzień Mamy wyszła z inicjatywy, by dać dla mam i ich dzieci mały promyk radości.

Sesja zdjęciowa na Dzień Mamy

Sesja zdjęciowa na szczególny w roku Dzień Matki zorganizowałam w Domu Matki i Dziecka „Nazaret” w Supraślu. Z początku miałam obawy, że pomysł się nie przyjmie i będę musiała zrezygnować. Szybko przekonałam się, że są one bezpodstawne i bardzo ucieszyłam się na pozytywny odbiór tej inicjatywy i zgodę osób, by móc przeprowadzić sesję. Dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym w pomysł, bo to dzięki Waszemu wsparci i pomocy mogliśmy zrobić ten mały gest dla wspaniałych kobiet i dzieci.

Uśmiech mamy i dziecka

Po przyjeździe do Domu Matki i Dziecka w Supraślu zakonnica, która pracuje w ośrodku poinformowała mnie, że wszyscy są już gotowi i od razu możemy wychodzić na zdjęcia. Po przywitaniu się z grupą mam i ich dzieci zapytałam, czy kobiety chciałyby przejrzeć suknie, które specjalnie wzięłam do sesji. Na początku nie chciały, ale jedna z nich bardzo mocno wyraziła chęć, że chciałyby zobaczyć co mam do zaproponowania. Przyniosłam im całą torbę z Ikei wypakowaną po brzegi sukniami. Dziewczyny gdy to zobaczyły aż zaświeciły im się z radości oczy i zaczęły przebierać w kreacjach.

Zakonnica zaproponowała mi herbatę tłumacząc że trochę im zajmie nim się wystroją. Po około półgodziny wyszłyśmy wszyscy nad rzekę. Na zdjęcia przeszłyśmy na stronę łąk. Sesja zdjęciowa na Dzień Mamy nie trwała długo może około godziny, ale każdy znakomicie się bawił. Wszyscy zadowoleni i radości, było pełno śmiechów i trochę wygłupów. Zdjęcia wyszły ślicznie i każde różnorodne. Cieszę się bardzo, że udało się nam stworzyć pamiątkę, którą będą miały na wiele lat. Mam nadzieję że przypomną im że mimo trudności w życiu warto szukać tych drobnych radości i je przyjąć do serca.

Sesja zdjęciowa na Dzień Mamy

Chrzest święty Tomasza w Cerkwi w Białymstoku był pierwszym tego typu zleceniem i nowym doświadczeniem. Był to pierwszy mój reportaż z chrztu świętego w kościele prawosławnym. Z pewnością stawiało to przede mną wiele wyzwań oczywiście był stres i niepokój, ale cieszę się z kolejnego spotkania i możliwości uchwycenia pięknych chwil w życiu ludzi.

Wśród najbliższych

Do rodziny – Rafała, Anny i małego Tomasza pojechałam do Kurian. Niedziela była przepiękna, choć bez śniegu ciepło słońca wynagradzało wszystko. Po przyjeździe do domu Ani i Rafała skupiłam się głównie na fotografowaniu rodziny. Mama chciała spokojnie przygotować dziecko, nakarmić je i prosiła bym zeszła na dół i zrobiła kilka zdjęć dla rodziny. Goście byli pełni ciepła, mili i radośni. Po kilkunastu minutach wróciłam na górę i wykonałyśmy zdjęcia z części ubierania chłopca, kilka portretów dla małego solenizanta oraz wspólne z rodzicami. Chwilę później wyjechaliśmy do cerkwi do Białegostoku na uroczystość chrztu świętego Tomasza.

W blasku świec

Chrzest Tomasza odbył się w Cerkwi pw. Proroka Eliasza w Białymstoku na Dojlidach Górnych. Razem z rodzicami chrzestnymi poszłam do świątyni. Od razu po wejściu otuliło mnie ciepło, przyjemne światło świec i lekko wyczuwalny zapach kadzidła. Na chwilę lekko mnie to zaskoczyło, ale musiałam od razu się otrząsnąć i zabrać się do reportażu. A z wielką przyjemnością pozwoliłabym sobie cieszyć się tym uczuciem.
Liturgia rozpoczęła się niedługo później. Przez całą godzinę stałam niedaleko rodziców chrzestnych w uniesionym aparatem i wypatrując kolejnych części obrzędu chrztu świętego Tomasza w cerkwi. Z pewnością nie da się do tego przygotować tak w stu procentach, jak w kościele katolickim. W cerkwi wiele elementów jest takich samych, ale innych nie ma i zastępowane są elementami, o których nie słyszałam. Dlatego starałam się być cały czas w pogotowiu. Z racji, że oprócz batiuszki, który odprawiał nabożeństwo, było jeszcze dwóch pomocniczych księży. W momencie, gdy przychodziło namaszczanie dziecka czy obcinanie mu włosów przy dziecku było pięć osób co bardzo utrudniało fotografowanie. Jedynym rozwiązaniem, by uchwycić dziecko i część obrzędu było staniecie za matką chrzestną i robienie zdjęć zza ramienia. Trochę nie korzystnie się z tym czułam, ale mając na względzie, że muszę wykonać reportaż niestety, ale tak właśnie musiałam pracować.

Chrzest święty Tomasza w Cerkwi w Białymstoku był niezwykłym doświadczeniem. Przy tym reportażu wykorzystałam nowy obiekty, którym jest Sigma Art 35mm, był to obiektyw, którego bardzo mi brakowało a nad którym zastanawiałam się kilka dobrych miesięcy w końcu dzięki temu zleceniu zdecydowałam się na jego kupno z czego jestem bardzo zadowolona, bo jakość zdjęć jest niesamowita. Po całej uroczystości pojechaliśmy na obiad do restauracji Kajar w Kurianach.

Po zimowej przerwie i lekkim przestoju w końcu wracam do sesji plenerowych. Wiosna trwa w najlepsze, wszystko w koło zakwita i ciężko zdążyć z sesjami, by uchwycić rośliny w pełnym rozkwicie. W tamtym roku przedstawiłam Wam sesję bajkową w dzikim sadzie tym razem tego samego miejsca mam dla Was piękną fotorelacją. Sesja ciążowa Pauliny i Marcina przeszła moje wyobrażenia. Fantastyczni ludzie, pozytywni i uśmiechnięci a zdjęcia mogą mówić same za siebie o tym jak było.

Bajkowa sesja ciążowa w sadzie

Dziki sad, o którym wspomniałam znajduje się w centrum Białegostoku, tuż przy ruchliwej ulicy. Odnalazłam to miejsce w tamtym roku. Przejeżdżałam akurat obok na początku wiosny i gdy zobaczyłam mnóstwo drzew obsypanych białymi kwiatami wiedziałam, że będzie to moje ulubione miejsce na wiosenne sesje. Z sesjami w sadzie jednak muszę się śpieszyć, kwiaty kwitną tam maksymalnie do trzech tygodni. Dużo zależy od pogody, nagłe skoki temperatur bardzo utrudniają planowanie. Sesja ciążowa Pauliny i Marcina w plenerze to piękna pamiątka z ważnego dla nich okresu.

Sesja ciążowa Pauliny i Marcina

Na początku dla Pauliny zaproponowałam dwa miejsca na zdjęcia. Sesja nad wodą lub w sadzie. Wybrała sad. Umówiłyśmy się na zdjęcia wieczorem ok. godziny siedemnastej. Po spotkaniu się z Pauliną i Marcinem przeszliśmy przez trawy do niewielkiego dzikiego sadu. Sesja ciążowa Pauliny i Marcina wyszła wyjątkowo. Paulina w pewnym momencie powiedziała – ,, Nigdy tak długo nie patrzyliśmy sobie w oczy’’. Emocje na zdjęciach są najważniejsze to one sprawiają że kadry są wyjątkowe. Ja mogę działać cuda z obróbką, ale ten błysk w oku zakochanych ten lekko zawstydzony uśmiech, gdy długo patrzycie sobie w oczy ta czułość na twarzy w momencie, gdy trzymacie się za ręce tego nic nie zastąpi a te elementy tworzą magię na zdjęciach.

Warto uwieczniać na zdjęciach nasze ważne momenty. Czy to poprzez fotografa czy sami warto mieć na pamiątkę te parę ujęć z ważnego dla nas okresu.

 

 

 

 

 

Każdy z nas nosi w sobie jakąś historię.

Niektóre z tych historii są pełne radości, inne — naznaczone bólem, stratą czy samotnością. To opowieści, do których nie zawsze chcemy wracać. A jednak każda z nich ma wartość — bo opowiada o człowieku. Nie oceniajmy zbyt szybko. Nie odtrącajmy nikogo, nawet jeśli jego życie wygląda jak ruina. Czasem ten, kto wydaje się nędznikiem, niesie w sobie więcej dobra, niż potrafimy dostrzec na pierwszy rzut oka. To nie jest apel o naiwność. To przypomnienie, że każdy z nas potrzebuje czasem drugiej szansy — spojrzenia bez uprzedzeń, wyciągniętej dłoni, miejsca przy stole. Na swojej drodze spotkasz wielu ludzi: wielkich i małych, czystych i nieco przybrudzonych przez życie. Spróbuj przyjąć ich najlepiej, jak potrafisz — z życzliwością, szacunkiem i otwartym sercem. Bo nigdy nie wiesz, kiedy ten mały, niepozorny człowiek — może zagubiony, może zraniony — stanie się częścią Twojej rodziny.

Czy wtedy przyjmiesz go całym swoim sercem?

Są takie dni, kiedy światło wydaje się być po prostu magiczne. Kiedy połączymy je z urokliwymi polami słoneczników pod Tykocinem i dwójką wspaniałych ludzi, efekt może być tylko jeden.

Sesja Angeliki i Michała to dowód na to, że do stworzenia pięknych kadrów nie potrzeba wymyślnych rekwizytów – wystarczy czułość, wspólny uśmiech i bliskość natury. Wybraliśmy się na obrzeża Tykocina tuż przed zachodem słońca, by złapać to najbardziej miękkie, złote światło, które tak pięknie otulało naszą parę.

Angelika w zwiewnej spódnicy i Michał w lnianej koszuli idealnie wpisali się w sielski krajobraz Podlasia. Siedząc na kocu wśród wysokich traw i żółtych kwiatów, stworzyli przestrzeń pełną spokoju i miłości, którą ja miałam zaszczyt po prostu uwiecznić na zdjęciach.